piątek, 20 marca 2015

Czym zajmuje się samorząd

W Warszawie, w kilku miejscach pojawiły się banery reklamowe o dość dwuznacznym przesłaniu. Pracownicy Centrum Myśli Jana Pawła II wpadli na pomysł, aby połączyć kampanię wyborczą przed majowymi wyborami prezydenckimi z przypadającą na 2 kwietnia 10. rocznicą śmierci Karola Wojtyły. Banery wywołały oczywiście u wielu mieszane uczucia oraz zamierzoną i całkowicie pożądaną przez Centrum, dyskusję na temat nauk JPII.

Zdjęcie pochodzi ze strony Warszawa w pigułce

Szkoda czasu na debaty o tym czy to dobry czy zły pomysł. Wpisuje się on w modny ostatnio trend typu „zróbmy coś kontrowersyjnego, żeby było o nas głośno”. Taka darmowa reklama w mediach dla Centrum.

Warto jednak zastanowić się nad tym czym jest Centrum Myśli Jana Pawła II. Z ich strony internetowej (ładnej, profesjonalnie zrobionej) dowiadujemy się, że Centrum jest instytucją samorządową miasta stołecznego Warszawa.

KIM JESTEŚMY?
Centrum to Samorządowa Instytucja Kultury m.st. Warszawy powołana w 2005 roku decyzją Rady m.st. Warszawy. Działalność rozpoczęliśmy 1 kwietnia 2006 roku.

Na tej samej podstronie czytamy również streszczenie tego w jakim celu powstało Centrum i czym się zajmuje.

PO CO POWSTAŁO CENTRUM?
Aby badać, dokumentować i w nowatorski sposób upowszechniać nauczanie Jana Pawła II. Tworzymy miejsce spotkania osób zainspirowanych niezwykłym pontyfikatem Papieża – Polaka.

OK, fajnie. Spory zespół młodych ludzi, realizujących się zawodowo, honorujących życie i spuściznę ważnego człowieka, inicjujących wiele wydarzeń, projektów, itp. Nasuwa się jednak jedno pytanie: czemu robią to za pieniądze podatników? Czy miasto Warszawa musi finansować tego typu instytucję i czy osoby płacące podatki do kasy stolicy miały kiedykolwiek szansę wypowiedzieć się na temat tego czy chcą, aby takie centrum powstało? Owo Centrum jest niestety kolejnym przykładem rozbuchanej administracji na wszystkich szczeblach. Pomimo swej pożyteczniej działalności, jest przykładem jak władza stara się wepchnąć swoje pomysły w każdą dziedziną życia obywateli, wmówić im, że jest im to potrzebne i muszą za to zapłacić.

Na koniec coś do porównania. Firma McDonald's zatrudnia w Polsce 17 500 pracowników [źródło www.mcdonalds.pl], a na całym świecie firma zatrudnia ok. 440 000 osób [źródło en.wikipedia.org].

Urzędników w Polsce mamy 443,1 tys. (bez ZUS i sektora obrony narodowej) [źródło: wyborcza.biz].

wtorek, 17 marca 2015

Kampania prezydencka z ochroniarzami

Kampania prezydencka przed majowymi wyborami rozkręca się już na dobre. Media wszelakie piszczą ze szczęścia, ciesząc się z olbrzymiej ilości materiałów z każdego dnia kampanii, jakie mogą prezentować w swoich programach. Niestety, mało która stacja pokazuje zdarzenia gdzie, nomen omen, wyborcy wyrażają swoje niezadowolenie z danej kandydatki czy kandydata.
Najpewniej w kampanii prezydenckiej czuje się obecny prezydent Bronisław Komorowski. Mając do dyspozycji drużynę państwowych ochroniarzy i świadomość, że na każdym wiecu wyborczym nie jest przecież zwykłym człowiekiem, kandydatem na prezydenta, ale kimś więcej, głową państwa, której nie wolno krytykować, pozwala sobie na coraz większą butę (przez u otwarte) w stosunku do swoich wyborców.
W piątek 13 marca br. prezydent RP pojawił się w Rzeszowie, gdzie z jednej strony wypełniał rolę głowy państwa (podpisując projekt ustawy zmieniającej przepisy dotyczące wspierania innowacyjności) a z drugiej strony - już jako kandydat - prowadził kampanię wyborczą. Wyjazdowe podpisywanie ustaw połączone z agitacją wyborczą zakłócił jednak niezadowolony obywatel. Jak widać na poniższym filmie, podatnik został szybko uciszony przez eleganckich panów z prezydenckiej świty.


Prezydencka ochrona nie tylko przeraziła się krzyczącego człowieka (mógł przecież kogoś zranić ustami), ale wręcz panicznie zareagowała na fakt nagrywania swoich działań przez postronną osobę. Co takiego panowie mieli do ukrycia i dlaczego obywatele pozwalają sobą tak pomiatać? Być może goryle prezydenta Komorowskiego zapomnieli, że ich pensja pochodzi zarówno z podatków zakneblowanego krzykacza jak i pana, ktory chciał sfilmować ich działania. Cóż, głupi naród, więc władza się panoszy.

Weselszym akcentem kampanii prezydenckiej był występ wiejskiej kapeli na spotkaniu z innym kandydatem, Andrzejem Dudą. Jak możemy zobaczyć w materiale Telewizji Polskiej z 16 marca br., jeden z muzykantów do gry użył profesjonalny śrubokręt.

Zdjęcie materiału filmowego ze strony wiadomosci.tvp.pl

czwartek, 22 maja 2014

O co walczą kandydaci na europosłów

Wsłuchując się w audycje komitetów wyborczych możemy dojść do wniosku, że kandydatom do Parlamentu Europejskiego najbardziej zależy na:
  • godnym miejscu Polski w Unii Europejskiej (Wiesław Rygiel PSL, spot wyborczy)
  • 500 zł miesięcznie na każde dziecko (Solidarna Polska, spot wyborczy)
  • większe dopłaty dla Polskich rolników (Solidarna Polska, spot wyborczy)
  • bezpieczna i uczciwa Polska (Solidarna Polska, spot wyborczy)
  • sprawnej służby zdrowia i dostępu do specjalistów (PIS, spot wyborczy)
  • uczciwe rządy i stanowczość w naprawie Państwa (PIS, spot wyborczy)
  • większych nakładach pieniężnych na szkoły publiczne i prywatne oraz jakościowe doskonalenie kształcenia (PSL, deklaracja wyborcza)
  • obronie naszych rodaków, którzy za granicą poszukują pracy, a są dyskryminowani (PSL, deklaracja wyborcza)

Jednak to co naprawdę przyciąga do PE to olbrzymie, jak na polskie warunki, pieniądze. Oto na co może liczyć europoseł po wygranych wyborach [rokor1.pl, dostęp 22.05.2014]:
  • 26 tys. zł miesięcznie – pensja podstawowa
  • 1 270 zł – za każdą obecność na sesji plenarnej
  • 17 974 zł – miesięcznie na utrzymanie biura
  • 75 240 zł – miesięcznie na zatrudnienie pracowników biura (bez rodziny)
  • 2,04 zł – za kilometr przejazdu
  • 16 700 zł – miesięcznie za wykonywanie mandatu
  • 83 600 zł – rocznie za członkostwo we frakcji Europejskiej Partii Ludowej (ta frakcja płaci najwięcej)
  • 4 600 zł – miesięcznej emerytury przyznawanej po osiągnięciu 63 lat – po przepracowaniu jednej kadencji
  • 20 900 zł – jednorazowo na kursy językowe
  • 8 360 zł – jednorazowo na kurs komputerowy
  • 2/3 składki ubezpieczeniowej z polisy od nieszczęśliwych wypadków i kradzieży płaci Unia
  • darmowe przeloty samolotem, refundowana opieka medyczna dla rodziny, służbowy samochód

środa, 21 maja 2014

Zwycięstwo Szwajcarów, klęska związkowców

Jak wiadomo, w Szwajcarii wiele decyzji podejmowanych jest za pomocą demokracji bezpośredniej, a więc w drodze referendum. W zeszłą niedzielę, 18 maja, Szwajcarzy w ten właśnie sposób rozstrzygnęli ważną kwestię dotyczącą ich kraju. Nie zgodzili się bowiem na umieszczenie w konstytucji zapisu odnośnie płacy minimalnej [bankier.pl, dostęp 21.05.2014]. Pomysł, aby miesięczna pensja w Szwajcarii nie mogła być niższa niż 4000 franków (ok. 4500 dolarów), wyszedł oczywiście od związków zawodowych, zatroskanych o losy pracowników.

Grafika pochodzi ze strony strefabiznesu.pomorska.pl

Całe szczęście, że ok. 77% obywateli biorących udział w referendum okazało się mądrzejsze od związkowców i nie dało się nabrać na ładnie brzmiące obietnice. Trzeba być bardzo krótkowzrocznym, żeby nie dostrzec, że ustanowienie płacy minimalnej na tak wysokim poziomie (byłaby to druga najwyższa płaca minimalna w Europie) spowoduje wzrost bezrobocia. Małe, prywatne firmy zatrudniające kilku, kilkunastu pracowników zostałyby wtedy zduszone olbrzymimi pensjami jakie musiałyby być wypłacane co miesiąc niezależnie od zysków firmy.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Zaczyna się

Ogłoszone na 25 maja wybory do Parlamentu Europejskiego VIII kadencji są powodem wzmożonej aktywności wśród polityków. Zaczyna się więc teatr objazdowy po kraju, aby naobiecywać jak najwięcej i naopowiadać bajek jak to oni są zatroskani o 32 tys. miesięcznej pensji... Tfu! Oczywiście o losy Polski i Polaków. Kto już jest europosłem, może zatem polansować się za unijne pieniądze, a tym, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z PE pozostaje zwykłe obiecywanie rozdawnictwa nieswojej kasy.

Obraz pochodzi ze strony philip.greenspun.com

Być może kiedyś przy okazji jakiś wyborów, obok zużytych haseł i sloganów typu Służyć Polsce, słuchać Polaków (PiS), pojawi się jedno bardzo ważne hasło wyborcze: „Jak najmniej państwa i polityki w Waszym życiu”.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Zero krytycyzmu

Ciekawe słowa można było usłyszeć wczoraj z ust ministra spraw wewnętrznych. W audycji „Sygnały dnia” na antenie I programu Polskiego Radia Bartłomiej Sienkiewicz stwierdził z dumą, że to zagraniczny koncern (HP) jest winny korupcji przy przetargach publicznych związanych z tworzeniem e-administracji. Minister komentował w ten sposób przyznanie się koncernu Helwett-Packard, do tego, iż pracownicy polskiego oddziału tej firmy korumpowali urzędników byłego MSWiA odpowiedzialnych za przetargi informatyczne.


Z czystym sumieniem można chyba panu Sienkiewiczowi pogratulować dobrego humoru... i wybiórczości przy analizowaniu faktów. Pewnie w ogóle całą tą aferę wykreowali pracownicy koncernu HP i to oni nakłonili urzędników do brania łapówek. Jaka to ulga, słysząc wyjaśnienia pana ministra, że nasi urzędnicy są „czyści”. Jeszcze tylko gdyby pan odzyskał te pieniądze, które stracił skarb państwa na zabawach chłopców w krótkich spodenkach przy przetargach informatycznych...

Grafika pochodzi ze strony remekdabrowski.blox.pl

niedziela, 16 lutego 2014

More, more, more

Wygląda na to, że ministerialna pensja to dla niektórych wybrańców narodu za mało i domagają się jeszcze od Kancelarii Sejmu zwrotu kosztów paliwa za jazdę prywatnymi samochodami. Po raz pierwszy o tym sposobie dorabiania sobie do „skromnej” poselskiej/ministerialnej pensji było głośno, gdy do władzy doszli przedstawiciele Samoobrony. Ssali oni tak mocno budżetową kasę, że aż w mediach zaczęto przeliczać ile razy można okrążyć autem Ziemię, aby zużyć paliwo we wnioskowanych kwotach. Szum ten okazał się jednak niewystarczający do tego, aby zamknąć kurek z pieniędzmi. Nie pomógł w tym również fakt, że zwrot kosztów paliwa jest uznawany tylko na podstawie deklaracji, a nie po przedłożeniu rachunków, faktur, itp. Właściwe to racja: przecież to nie może stanowić źródła jakichkolwiek nadużyć.

Grafika pochodzi ze strony quickmeme.com

Przodownikami w wyciąganiu ręki po kasę za 2013 rok są [rp.pl, dostęp 15.02.2014]:

  • wiceminister zdrowia Sławomir Neumann – 35,1 tys. zł
  • minister zdrowia Bartosz Arłukowisz – 27,3 tys. zł
  • wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski – 26,7 tys. zł
  • wiceszef resortu administracji Stanisław Huskowski – 24,2 tys. zł
  • wiceminister gospodarki Tomasz Tomczykiewicz – 20,2 tys. zł
  • były minister transportu Sławomir Nowak – 20 tys. zł
  • szef MSZ Radosław Sikorski – 19,1 tys. zł

Dodatkowego smaczku całej sprawie dodaje fakt, że większość z powyższych naciągaczy posiada do dyspozycji służbowe samochody. Najczęstszym tłumaczeniem wśród nich jest bajka typu „po pracy w ministerstwie jestem posłem i wtedy wykorzystuję prywatny samochód do pełnienia obowiązków posła” [natemat.pl, dostęp 15.02.2014]. Oj, pracusie...

Policzmy zatem. Przyjmijmy, że cena litra paliwa wynosi średnio 5,5 zł. Za kwotę 35 tys. zł można zatem kupić ok. 6363 litrów. Powiedzmy, że auto średniej klasy spala 7 litrów na 100 kilometrów [autocentrum.pl, dostęp 15.02.2014]. Możemy zatem za taką kwotę przejechać 90 900 km rocznie. Po podzieleniu przez 365 dni w roku daje to ok. 250 km dziennie. Codziennie: 5 dni w tygodniu, w każdy weekend i każde święto trzeba przejechać 250 km. Tygodniowo to ok. 1750 km.

Dużo racji ma Janusz Korwin-Mikke mówiąc, że „obecny system polityczny polega na tym, iż zmieniają się tylko świnie przy korycie, a to co trzeba zrobić, to zlikwidować koryto”. Kto się odważy?

środa, 22 stycznia 2014

Bieńkowska zawiodła dziennikarzy

Olbrzymi zawód sprawiła wicepremier Elżbieta Bieńkowska wszystkim dziennikarzom, którzy spodziewali się kajania z jej strony za to, że mamy w Polsce zimę, przepraszania za bałagan na kolei oraz liczyli, że usłyszą kolejną listę zapewnień i obietnic, że od teraz będzie już lepiej. Wydaje się, że wreszcie na znaczącym stanowisku w państwie jest osoba, która myśli samodzielnie i racjonalnie, a nie kieruje się wytycznymi PR i poprawności politycznej. Czego spodziewał się prowadzący Fakty po Faktach Kamil Durczok (tak, ten sam, który udaje kulturalnego, a kiedy wydaje mu się, że nie jest na wizji, to używa określeń typu „upierdolony stół”)? Może spodziewał się usłyszeć przeprosin, że nikt nie wymyślił sieci trakcyjnej, która by nie zamarzała ani dróg, które same się odmrażają? Miało być publiczne biczowanie przedstawiciela władzy ku uciesze gawiedzi przed telewizorami, a okazało się, że przedstawiciel nie mieści się w ogólnie przyjętych ramach.

Dzień po programie trudno znaleźć w mediach pełną wypowiedź Pani wicepremier. Większość dziennikarzy skupia się tylko na jednym zdaniu „sorry, taki mamy klimat”, opatrując jednocześnie swoje materiały kpiącymi, anonimowymi komentarzami z forów internetowych. W kraju histeryków i pieniaczy nie trudno o setki takowych. Trudno natomiast gdziekolwiek usłyszeć pełną wypowiedź Bieńkowskiej i racjonalną ocenę sytuacji po ataku gołoledzi.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Może WOŚP powinna zbierać na pensje dla lekarzy?

Jeszcze nie tak dawno żyliśmy 22. Finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ze stanu zadowolenia i optymizmu, że oto po raz kolejny udało się zebrać kilkadziesiąt milionów złotych na zakup sprzętu medycznego, wyrwała nas informacja o śmierci bliźniąt w szpitalu wojewódzkim we Włocławku.

Pierwszy finał WOŚP odbył się 3 stycznia 1993 roku. Od tamtego czasu, każdy z kolejnych finałów zbierał pieniądze na sprzęt dla oddziałów zajmujących się leczeniem chorób dzieci. Wydaje się jednak, że 11 lat i zebranie w sumie prawie 600 milionów zł [wikipedia.pl, dostęp 19.01.2014] to za mało, aby wyeliminować pojawiające się co kilka miesięcy informacje o śmierci dzieci spowodowane zaniedbaniami w systemie opieki zdrowotnej. Co zatem nie działa? Skoro jest już nowoczesny sprzęt medyczny, transportowy i telekomunikacyjny, to czego brakuje w Polskich szpitalach, że mają w nich miejsce tego typu zaniedbania? Trudno kierować te pytania do szeregowych pracowników szpitali, bo to nie oni decydują kiedy i w jakim wymiarze godzin pracują w szpitalu i co należy do ich obowiązków. Chyba najlepszymi adresatami tego typu pytań powinny być osoby zarządzające pracą szpitali: ordynatorzy, dyrektorzy i inne osoby na stanowiskach kierowniczych. Może za mało zarabiają? Może od 23. Finału część pieniędzy powinna być przekazywana na dodatkowe wynagrodzenia dla tych osób. Skoro kilka, kilkanaście tyś. zł pensji to za mało, aby dobrze zarządzać szpitalem i przy każdym przypadku śmierci pacjenta tłumaczyć się „złymi procedurami”, to może zwiększmy im uposażenie? Ile? 20 tyś., może 30? Idźmy na całość, przecież zdrowie i życie ludzkie nie ma ceny. Dajmy dyrektorom szpitali 100 tyś. pensji miesięcznie, abyśmy już więcej nie musieli słyszeć, że jakieś dziecko zmarło, bo czekało 3 godziny na karetkę albo, bo nie było lekarza, który zrobiłby ciężarnej USG.

Grafika pochodzi z portalu regiopraca.pl

wtorek, 7 stycznia 2014

D(yż)urne tematy w mediach, cz. 2

Ciekawy zestaw „wydarzeń” medialnych na cały 2014 rok przedstawił p. Tomasz Palak na swoim facebookowym profilu (zapis oryginalny). To czego możemy się spodziewać w mediach powoli staje się tak przewidywalne, jak odpowiedzi polityków na zadawane pytania. Poniższa lista jest w pewnym sensie uzupełnieniem postu D(yż)urne tematy w mediach.

2 stycznia o 11:00
Szanowni, oto o czym będą mówić media w tym roku. Przybywam z przyszłości i oszczędzam Wam ich śledzenia 

Styczeń 
- Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zebrała więcej niż poprzednio, Polacy nie tacy biedni jak mówią
- szok i niedowierzanie, śnieg w styczniu, kto mógł przewidzieć
- ostrożnie, jest ślisko, pani Grażyna wypierdoliła się idąc do sklepu po cebulę i twaróg
Luty
- igrzyska w Soczi jak w Berlinie, Putin pręży muskuły jak Hitler w 1936
- władze paru krajów zbojkotowały igrzyska i nie przyjadą, to gówno znaczy, tak jak było z Pekinem
- wszystkie miejsca zajęte w Walentynki, importowane święto, powinniśmy kochać się na co dzień
Marzec
- rocznica pontyfikatu Franciszka, to jest spoko ziomek, chociaż lubi robić sobie PR
- 15 rocznica Polski w NATO, jesteśmy tacy bezpieczni, Wielki Brat czuwa
- od kwietnia tylko 4 miesiące na zdecydowanie, czy ZUS czy OFE
Kwiecień
- topnieją śniegi, lokalne podtopienia, miejscami zagrożenie powodziowe, mogliśmy zrobić wały
- śmierć Jana Pawła II zjednoczyła Polaków, a katastrofa w Smoleńsku podzieliła
- papież Polak kanonizowany, burdel w Watykanie, tłumy i Komorowski nie walnął żadnej gafy
Maj
- Polska od 10 lat w Unii Europejskiej, było warto, zdjęcia dróg, stadionów, orlików, muzeów...
- długi weekend w tym roku wcale nie jest długi, urlopy lepiej brać na 20 czerwca po Bożym Ciele
- wybory do Europarlamentu, w 10 rocznicę miejmy nadzieję, że będzie nareszcie frekwencja
Czerwiec
- niska frekwencja wyborów do Europarlamentu, Polacy za krótko mają demokrację, żeby ją doceniać, wyższa frekwencja będzie w listopadzie, bo to wybory samorządowe, lokalne
- 25 rocznica pierwszych wolnych wyborów w 1989, szkoda, że Mazowiecki nie dożył
- logo Mistrzostw Świata w nogę w Brazylii wygląda jak facepalm, porównanie Mistrzostw z Euro 2012 i dlaczego Brazylijczycy lepsi, u nich większy kult futbolu, ogólne pierdolenie
Lipiec
- posłowie na wakacjach, Palikot: „moi ludzie osiągnęli świetny wynik w wyborach do Europarlamentu”, pozostałe partie: „co on pierdoli, z czym porównuje, przecież pierwszy raz startowali”
- nadchodzi fala upałów, należy spożywać dużo płynów, chodzić w cieniu i sprawdzać czy osoby starsze nadal żyją
- w całej Europie obchody rocznicy wybuchu I Wojny Światowej, Polska też, chociaż nie była na mapie
Sierpień
- okrągła rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego, rozkminy czy ono miało sens
- prokuratura bada, czy Lepper sam się powiesił, to kolejna rocznica tajemniczej śmierci z rąk seryjnego samobójcy
- podręczniki są drogie, pierwsza szkolna wyprawka kosztuje XXX złotych, zlikwidować gimnazja
Wrzesień
- nowa ramówka telewizji, same nowości - kolejne edycje talent show i odcinki seriali
- siatkarskie mistrzostwa świata w Polsce, czy ktoś pokona Ruskich i dlaczego powinni Polacy
- referendum dotyczące niepodległości Szkocji, w Polsce w Sejmie kłócą się o budżet na 2015 i mogą nie zdążyć go uchwalić w dedlajnie do końca września
Październik
- zgodnie z przepowiedniami górali tej zimy będzie zimno
- tysiące żaków rozpoczęło rok akademicki, dzwoniąc na 997 dodzwonisz się na Policję
- Halloween się coraz bardziej przyjmuje, Policja rozpoczęła akcję „Znicz”
Listopad
- miasta oblepione plakatami kandydatów w wyborach samorządowych, czy to ma sens?
- rozpoczęła się cisza wyborcza, czy to ma sens?
- niska frekwencja w wyborach samorządowych, czy to ma sens? szok i niedowierzanie, kto mógł przewidzieć
Grudzień
- widziano Mikołaja w Laponii
- Polacy kończą misję w Afganistanie, było warto czy nie, inne kraje chyba wyszły na tym lepiej
- podsumowanie roku 2014, było dużo niespodziewanych wydarzeń w mediach

Koniec.

Grafika pochodzi ze strony www.redisbad.info

piątek, 3 stycznia 2014

Wazeliniarze

Po ostatnich po-sylwestrowych wyczynach naszych rodaków, ostro do „pracy” zabrali się również politycy. Mówiąc dokładniej chodzi o tragiczne wypadki w Kamieniu Pomorskim, w Międzychodzie (wielkopolskie) i w Łodzi gdzie pijana i ciężarna kobieta została (prawdopodobnie niecelowo) potrącona przez przejeżdżający ulicą samochód. Nasi kochani wybrańcy narodu szybko zwietrzyli, że na tych smutnych zdarzeniach można zbić łatwy kapitał polityczny, pokazując swe zatroskanie o społeczeństwo. Można przecież całkiem za darmo powygrzewać się w świetle fleszy i kamer przechwalając się swoją mądrością i genialnymi pomysłami. Przy okazji trochę wazeliniarstwa oraz fałszywej troski i oto mamy pełny obraz naszej klasy politycznej. Szkoda czasu na przytaczanie wszystkich kretyńskich pomysłów, warto jednak wymienić kilka najpiękniejszych perełek [gazeta.pl, dostęp 02.01.2014], które wydobyły się z ust śmietanki intelektualnej polskiej polityki:

  • dodatkowa kara w wysokości 20 lat pozbawienia wolności w przypadku katastrofy lądowej, w której dochodzi do śmierci - PiS
  • grzywna dla pijanych kierowców w wysokości wartości samochodu - SLD
  • montowania alkomatów w stacyjkach dla recydywistów - SP

Istna karuzela pomysłów wymyślanych na poczekaniu, byle tylko zaistnieć w wieczornym wydaniu wiadomości. Oby tylko z tego nadmiaru zatroskania o bezpieczeństwo obywateli, politycy sami nie zapomnieli o zachowaniu ostrożności na drogach. Zdarzyć się może, że podróżując swoimi prywatnymi bądź służbowymi autami, z nieograniczoną, budżetową dotacją na zakup paliwa, tak głęboko zamyślą się nad sprawami naszego kraju, że nie wyhamują przed autem z przodu. Różne tego typu wydarzenia z przeszłości pokazują, że politykowi łamiącemu przepisy drogowe najszybciej i najłatwiej przechodzi wtedy zasłanianie się immunitetem.

Grafika pochodzi ze strony dziennik.pl

czwartek, 19 grudnia 2013

n-ta reforma służby zdrowia

Odwołanie przez ministra Bartosza Arłukowicza pani Agnieszki Pachciarz ze stanowiska prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia zostało uzasadnione brakiem dobrej woli ze strony urzędników z NFZ przy weryfikacji pacjentów w systemie eWUŚ. Wygląda na to, że ta dymisja jest poniekąd kolejnym etapem reformy polskiego systemu opieki zdrowotnej. Kto pamięta, który to już etap? System publicznej opieki medycznej jest od wielu lat w procesie permanentnej reformy. Najpierw powołanie Kas Chorych, potem ich zastąpienie oddziałami NFZ, teraz likwidacja centrali NFZ i powołanie na jej miejsce Urzędu Ubezpieczeń Zdrowotnych, tworzenie jakiś „map zapotrzebowania”... Cały ten teatr służy tylko temu, żeby stwarzać pozory, że coś się robi, bo kolejki w przychodniach i szpitalach jak były tak są nadal. Być może w kuchni ministerstwa zdrowia nie chodzi o to żeby coś ugotować, a jedynie o to żeby ciągle mieszać w garnkach.

Prawdopodobnie kariera p. Arłukowicza na jego ministerialnym stanowisku zakończy się w 2015 roku, czyli po najbliższych wyborach parlamentarnych. Jeśli nie wcześniej, bo od samego mieszania herbata nigdy nie robi się słodsza, a cierpliwość premiera Tuska też ma swoje granice. Prawdopodobnie po nim powołany zostanie nowy minister, który znów będzie wymyślał nowe reformy, przekształcał jedną instytucję w drugą, itp. Wszystko tylko po to, aby nie przyznać głośno, że system opieki zdrowotnej w obecnym kształcie jest nie do uratowania. Zawsze kiedy coś jest za darmo, to jest to nadużywane. Fikcyjnie darmowa służba zdrowia tak naprawdę kosztuje kieszenie podatnika znacznie więcej niż wynoszą realne koszty leczenia z jakiego tenże podatnik korzysta. Te braki finansowe albo łata się doraźnie (nomen omen) zastrzykami pieniędzy z innych podatków, albo pacjent słyszy w prost, że musi za coś dodatkowo zapłacić. Ciągle jednak każdy pacjent twierdzi, że służba zdrowia jest darmowa i wszystko mu się należy za darmo i w najlepszej jakości. Począwszy od zwykłego zastrzyku a skończywszy na skomplikowanych operacjach serca czy, głośnych ostatnio, rekonstrukcjach twarzy. Nie można każdej choroby czy zabiegu traktować tak samo: płacisz, a potem masz za darmo.

Grafika pochodzi ze strony preser.pl

Przekonała się już o tym niemiecka służba zdrowia. Starzejące się społeczeństwo, napływ imigrantów, a także wewnętrzne migracje zarobkowe spowodowały, że publiczny system ubezpieczeń zdrowotnych stanął na granicy bankructwa. Konieczne tam było dopuszczenie prywatnych ubezpieczycieli do rynku niektórych usług medycznych. Zapowiadane przez ministra Arłukowicza ustawy zdrowotne również mają wprowadzić odpłatność za niektóre świadczenia. To posunięcie w dobrym kierunku. Stopniowo jak najwięcej prostych zabiegów, usług ambulatoryjnych czy wizyt lekarskich powinno być płatne z góry (jak usługa hydraulika czy fryzjera) lub pokrywane z indywidualnych ubezpieczeń pacjentów. Powinno to jednak odbywać się przy jednoczesnym pomniejszaniu składek zdrowotnych płaconych przez podatników. Rzeczywistość niestety jednak długo jeszcze będzie wyglądała tak, że minister finansów wyciąga od obywateli pieniądze na służbę zdrowia, a obywatele w zamian dostają możliwość skorzystania z płatnej opieki zdrowotnej. Smutne jest również to, że opozycja i większość środowisk lekarskich, będą ślepo i jak najgłośniej krytykowały tą ustawę. Jak zwykle wszyscy na ustach będą mieli wyświechtane frazesy o dobru pacjenta, kiedy tak naprawdę będzie im zależało tylko na jednym: opozycji na tym żeby zaistnieć, lekarzom na tym, żeby na zmianach nie stracić finansowo.

sobota, 30 listopada 2013

Francuski socjalizm

Odkąd w maju 2012 roku prezydentem Francji został socjalista François Hollande, z kraju tego raz po raz dochodzą wieści potwierdzające jak idiotyczne jest myślenie socjalistów. Pierwszym chorym prawem wprowadzonym we Francji pod rządami Hollande'a była legalizacja małżeństw homoseksualnych wraz z prawem do adoptowania dzieci [natemat.pl, dostęp 30.11.2013]. Kolejnym genialnym posunięciem polityków francuskich było wprowadzenie, od stycznia 2014 roku, zakazu wykonywania kolorowych tatuaży [gs24.pl, dostęp 30.11.2013]. Tak jak nie wiadomo czym kierowali się socjaliści dając sodomitom przywileje na równi z normalnymi obywatelami, to zakaz tatuowania w kolorach innych niż czarny lub granatowy, podyktowany jest oczywiście troską o obywateli. Ponoć producenci kolorowych barwników nie podają na etykietach składu surowców z jakich wykonany jest dany kolor. Brzmi to trochę tak jakby zakazać jedzenia jogurtów, gdyby producenci nie podawali na opakowaniu z czego są robione.

Jeśli komuś byłoby mało francuskich pomysłów, to jest jeszcze jeden. Projekt ustawy, która zakłada, że osoby przyłapane na korzystaniu z usług prostytutek musiałyby zapłacić grzywnę wysokości 1500 €, a w przypadku recydywy dwa razy więcej [tvn24.pl, dostęp 30.11.2013]. W tym ostatnim przypadku bardzo ciekawe jest również uzasadnienie takich przepisów. Zwolenniczka tejże ustawy, minister praw kobiet (dlaczego jeszcze nie ma ministra praw mężczyzn?) i jednocześnie rzecznik prasowy rządu, pani Najat Vallaud-Belkacem, w swym zatroskaniu o wykorzystywane kobiety, wyjaśnia, że kary finansowe dla osób korzystających z usług prostytutek mają uderzyć w organizacje przestępcze. Jak można się łudzić, że wprowadzenie kar za korzystanie z prostytutek uderzy w gangi przemycające kobiety i zmuszające je do nierządu? Jest to jaskrawy przykład chodzenia na skróty, pozorowania działań i fałszywej troski o obywateli, która ma na celu tylko to, aby zasilać budżet kolejnymi karami i mandatami. Jedyną rzeczą, która pomoże w walce z przestępcami zarabiającymi na prostytucji kobiet, jest walka z tymi przestępcami. I tylko z nimi. Prowadzenie śledztw, łapanie ich i karanie. Nakładanie kar finansowych na klientów ulicznic spowoduje tylko to, że usługi tych pań będą coraz droższe, a cały biznes zejdzie jeszcze głębiej do podziemia przynosząc przy okazji większe zyski osobom, z którymi niby mieliśmy walczyć.

Proces myślowy u socjalistów jest zjawiskiem trudnym do wykrycia, a kiedy już znajdzie się jego okruchy, to bardziej przypomina on logikę kretyna, któremu np. wydaje się, że łykanie coraz większych ilości tabletek przeciwbólowych spowoduje, że nie będą go bolały zęby. Oczywiście wizyta u stomatologa też nie sprawi, że zęby nie będą się psuć, ale przynajmniej jest to zwalczanie źródła problemu, a nie durne, bezcelowe i niekończące się walczenie z jego skutkami.

środa, 13 listopada 2013

Pierwsi w obronie przywilejów

Bezradność policji w walce z chuligaństwem staje się powoli normą. Niestety przyzwyczajamy się do tego. Stopniowo coraz więcej osób utwierdza się w przekonaniu, że mecz, juwenalna czy ostatnio również niektóre święta państwowe, muszą być powiązane z zadymami. Idziesz ma pochód? Licz się z tym, że będzie rozróba. Boisz się? Zostań w domu. Policja na pewno cię nie ochroni ani nie obroni. Przy okazji kolejnych chuligańskich wybryków, policja, głównie ustami rzecznika prasowego, pana Mariusza Sokołowskiego, przekonuje nas o swojej bezradności. „Nie mogliśmy”, „Nie jesteśmy w stanie”, „Uprzedzaliśmy”, „Patrolowaliśmy” - takie wyjaśnienia najczęściej słyszymy po wydarzeniach gdzie niszczone jest mienie publiczne i narażane zdrowie i życie postronnych ludzi. W takim razie po co nam policja? Kto ma ochraniać strażaków gaszących płonącą tęczę na pl. Zbawiciela w Warszawie? Coraz częściej przechodzimy nad takimi wydarzeniami do porządku dziennego. Myślimy: „no cóż... to normalne, tak ma być”.

Chuligańskie zamieszki w czasie Święta Niepodległości były już w 2011 roku. To samo odbyło się w 2012, a kolejna powtórka miała miejsce kilka dni temu. Co roku policja jest zaskoczona, nieprzygotowana, ma problemy z przemieszczaniem się i posiada za mało funkcjonariuszy.

Bardziej aktywna jest reakcja policji kiedy zaczniemy mówić np. o wydłużeniu okresu pracy policjanta, przed jego przejściem na tzw. rentę policyjną; albo o zlikwidowaniu 100% odpłatności za dni kiedy policjant przebywa na zwolnieniu lekarskim. Trudno oprzeć się wrażeniu, że policja zacieklej broni swoich przywilejów, niż porządku na ulicach i bezpieczeństwa zwykłych obywateli.

niedziela, 20 października 2013

Powrót dopalaczy

Równo 3 lata po tym jak jesienią 2010 roku inspektorzy Sanepidu zamykali kolejne sklepy z tzw. dopalaczami, dziś znów możemy usłyszeć o przypadkach zatruć tymi substancjami. 23-letni wówczas, Dawid Bratko, okrzyknięty przez bezmyślnych dziennikarzy mianem Króla Dopalaczy, dziś pewnie prowadzi dalej swój interes, tyle tylko, że pewnie bardziej subtelnie i w większym ukryciu. W internecie bez większego problemu znaleźć można kilka stron oferujących te substancje i gwarantujących dyskretną przesyłkę zamówionego towaru pod wskazany adres. Całe to zamieszanie z dopalaczami przypadające na przełom 2010 i 2011 roku określić można jednym zdaniem: był temat - media trąbiły (wymyślając sobie przy okazji głupawe pseudonimy) a politycy prześcigali się w zapewnieniach jak to ostro i stanowczą będą walczyć z tym zagrożeniem. Przypomnijmy chociażby słowa premiera Tuska: „W walce z dopalaczami, jak będzie trzeba, będziemy działać na granicy prawa” [wp.pl, dostęp 20.10.2013].

I co panowie politycy zwalczyliście już to zagrożenie o nazwie dopalacze? Kolejna walka z wiatrakami i wydawanie publicznych pieniędzy... Znów wszczęte będą śledztwa, aby sprawdzić co zawiera dany produkt trzeba będzie wykonać ekspertyzy, badania no i oczywiście wszystkim tym ludziom zaangażowanym w walkę z dopalaczami zapłacić pensję za ich pracę. Szkoda tylko, że z naszych podatków. Są, to się wydaje. Będziemy mieli kikla tygodni wrzawy w mediach oraz ciężkiej pracy prokuratury i sądów, być może, że ktoś nawet zostanie skazany, a potem sprawa znów przycichnie na kilka lat. Osoby zajmujące się sprzedażą zejdą do większego podziemia - wszystko będzie toczyło się jednak dalej po staremu.

Panie Tusk, skoro jest pan tak bardzo zdeterminowany do walki z dopalaczami, to może koszty tej walki pokrywałby pan z prywatnych środków? Nie po raz pierwszy politykom trudno zrozumieć, że walka z pewnymi zjawiskami nigdy nie przyniesie sukcesu i dopóki jakiś człowiek swoim działaniem nie wyrządza krzywdy innemu, to nie powinien być przez nikogo ścigany ani pociągany do jakiejkolwiek odpowiedzialności. Tak naprawdę jedynymi winnymi są tutaj osoby, które spożyły te środki, bo przecież nikt nikogo do ich zażywania nie zmuszał.

No cóż, ale jeśli nadarza się okazja pojawić się przed kamerami i popisać się swoją troską o społeczeństwo, to kto by z niej nie skorzystał? Szkoda tylko, że nasze społeczeństwo jest nadal na tyle głupie, że daje się nabierać na taką fałszywą troskę i nie rozumie jak naprawdę powinien być ten „problem” załatwiony. Wystarczyłoby bowiem, wprowadzić przepis, który zabraniałby darmowego leczenia w publicznej służbie zdrowia osób, które zatruły się niejako na własne życzenie. Narkotyki twarde czy miękkie, dopalacze, substancje kolekcjonerskie - nieważne jak je nazwiemy: jeśli je zażyłeś, to leczysz się na swój koszt. Oczywiście pewnie wtedy nikt do ich zażywania by się nie przyznawał i należałoby wydać pieniądze na przeprowadzenie testów, co tak naprawdę zaszkodziło danemu delikwentowi. Jednak jeśli okazałoby się, że świadomie zażył on jedną z tych, wtedy już dozwolonych substancji, to również koszty przeprowadzenia takiego badania, pokrywałby z własnej kieszeni.

sobota, 5 października 2013

Silk Road zamknięty

Silk Road to (w dużym uproszczeniu) miejsce wymiany towarów i usług, działające w ukrytej sieci internetowej TOR. Więcej o zasadzie działania Silk Raod przeczytać można we wpisie z 26 lutego br.

Początek końca SR nastąpił 30 sierpnia br. Wtedy to, jak informuje portal niebiezpiecznik.pl, agenci FBI aresztowali niejakiego Rossa Ulbrichta (l. 29), właściciela i głównego administratora Silk Road. Chociaż samo śledztwo i zatrzymanie jest niezmiernie ciekawe i wielowątkowe (oraz pokazuje jak wiele błędów popełnił Ulbricht pomagając ścigającym go służbom), to jeszcze ciekawszą informacją jest to, jak szybko pojawiły się plany stworzenia nowego ukrytego forum wymiany. Zgodnie z powiedzeniem, że rynek nie znosi próżni, zaledwie kilka dni po zamknięciu SR, pojawiają się głosy o utworzeniu Silk Road v2.0. Dzieje się tak, ponieważ sama zasada działania ukrytej sieci TOR nie została zachwiana i w dalszym ciągu (przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności) jest to bezpieczny rynek dający anonimowość przy wymianie dóbr. Również krypto waluta Bitcoin, używana jako główny środek płatniczy przy tego typu transakcjach, co do zasady swojego działania, wyszła z całego zamieszania obronną ręką. Jak podaje serwis techcrunch.com, po dwuletnim śledztwie nad Silk Road i wydaniu na to tysięcy, jeśli nie milionów dolarów, programiści są w stanie zaledwie w ciągu kilku tygodni stworzyć nowy, bezpieczniejszy rynek wymiany towarami i niejako rozpocząć „zabawę” od nowa.

Trochę to przypomina pracę policyjnych wydziałów do zwalczania przestępczości narkotykowej. Czy przestępczość ta będzie kiedykolwiek zwalczona? Nie, bo nie chodzi o to, aby złapać króliczka, ale by go gonić. Póki jest kasa na etaty, to trzeba się cieszyć i „szanować” pracę, bo jak zrobimy już wszystko, to nie będziemy potrzebni i nas zwolnią. Narkomania zawsze była, jest i będzie. Jak można tworzyć w policji wydział do walki z nią? Równie dobrze można by było utworzyć Wydział do Przeciwdziałania Tworzeniu się Chmur Pierzastych, albo Wydział do Walki z Żółknięciem Liści. Kolejna kwestia, to jak można ścigać i karać ludzi, którzy swoim działaniem nie wyrządzają ani krzywdy, ani szkody innym ludziom?

Sporym optymizmem napawa jedynie fakt, że to średniowieczne myślenie i postępowanie nie obroni się przed nowoczesnymi technologiami. Powoli staje się jasne, że anonimowość w przepływie towarów i środków pieniężnych, może być faktem. To z kolei oznacza, że wszechobecne macki aparatu kontrolno-karnego mogą już nie być w stanie dosięgnąć np. ludzi handlujących na stronach typu Silk Road. I oby tak dalej.

piątek, 20 września 2013

Pomysły pani Bublewicz

Posłanka Platformy Obywatelskiej Beata Bublewicz (prywatnie córka nieżyjącego rajdowca Mariana Bublewicza) co jakiś czas przypomina o sobie ogłaszając propozycje zmian w przepisach z zakresu z ruchu drogowego. Będąc przewodniczącą Parlamentarnego Zespołu ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego stara się, aby co kilka tygodni/miesięcy w mediach pojawiał się jakiś news dotyczący planowanych zmian w prawie. Odrębną kwestią jest czy rzeczywiście te przepisy wejdą w życie czy nie - wydaje się, że w tej metodzie chodzi tylko o darmowy sondaż opinii publicznej lub pokazanie społeczeństwu: „jesteśmy i ostro pracujemy”. Mieliśmy już zatem następujące pomysły związane z działalnością pani przewodniczącej Bublewicz:
  • nakaz wymiany opon (letnie/zimowe) [moto.wp.pl, artykuł z 27.07.2012]
  • bezwzględny nakaz zatrzymywania się rowerzystów przed przejazdem przez jezdnię  [www.rowerowegliwice.pl, artykuł z 16.11.2012]
  • zmiana wytycznych dotyczących projektowania dróg (projektowanie tzw. samoobjaśniających się dróg) [auto.dziennik.pl, artykuł z 19.02.2013]
  • kurs pierwszej pomocy na jako część egzaminu na prawo jazdy [natemat.pl, artykuł z 18.09.2013]
Czy naszym drogom i przepisom dotyczącym ruchu drogowego rzeczywiście potrzebne są te wszystkie zmiany? Akurat użytkownicy dróg, a zwłaszcza kierowcy zawodowi, są tą grupą społeczeństwa, która obecnie jest jedną z najbardziej kontrolowanych i zobowiązaną do przestrzegania największej liczby zasad i regulacji prawnych.

Kolejne pytanie powinno brzmieć: czy praca pani Bublewicz ma polegać na tworzeniu jakiś testowych zmian w prawie i wycofywaniu się z nich kiedy widać, że nie zyskają one szerokiego poparcia? Zgoda, że wszystkie zmiany w polskim ustawodawstwie powinny zostać poprzedzone debatą w środowiskach najbardziej zainteresowanych daną dziedziną. Z tym, że po takich konsultacjach społecznych, ustawa powinna być kierowana do prac w Sejmie, a nie lądować na samym dnie szuflady. Jeśli ktoś będąc w pracy ciągle generuje błędne pomysły i podejmuje chybione decyzje, to może powinien zastanowić się nad zmianą miejsca zatrudnienia? Wcale nie jest powiedziane, że będąc córką kierowcy rajdowego, od razu jest się wybitnym specjalistą od tworzenia przepisów drogowych.

niedziela, 15 września 2013

Nasza wolność...

29 maja br. w Pałacu Prezydenckim odbyła się debata „Nasza wolność… Polacy po 24 latach przemian”, zorganizowana przez Centrum Badania Opinii Społecznej. Spotkanie miało miejsce w związku ze zbliżającą się rocznicą 4 czerwca 1989 roku – pierwszych częściowo wolnych wyborów w powojennej Polsce.

Rzeczywiście warto przy okazji tej rocznicy zastanowić się nad tym na ile tak naprawę jesteśmy wolni. Prawdą jest, że nie żyjemy w totalitarnym, zniewolonym kraju. Śmiesznie brzmią te wszystkie nawoływania do walki w obronie demokracji, które tak naprawdę są tylko pretekstem do rozrób, awantur lub podpalenia wozu transmisyjnego TVN-u. Jednak czy jest aż tak różowo, że można odetchnąć z ulgą i powierzyć swoje losy w ręce polityków. Czy rzeczywiście - zytując prezydenta Bronisława Komorowskiego - "jest z czego się cieszyć".

Chyba najlepiej sprawę wolności znają kierowcy. Wystarczy bowiem rozmawiać, przez telefon komórkowy w trakcie jazdy, nie zapiać pasów, bądź nie przewozić dziecka w specjalnie do tego celu przystosowanym foteliku. Pierwszy napotykany na drodze policjant bardzo szybko wytłumaczy wolnemu kierowcy, gdzie nasz kraj ma jego wolność. Podobnie ma się kwestia narkotyków, środków dopingowych zabronionych w sporcie, czy tzw. dopalaczy czy innych nielegalnych używek. Zabawne, że ci sami politycy, którzy raz bronią społeczeństwo przed np. marihuaną, kiedy tylko zwęszą, że zmienia się nastawienie społeczeństwa do tej używki, to zmieniają swoje poglądy o 180 stopni, żeby tylko nie iść pod prąd. Jako przykład można tu podać zmianę nastawienia amerykańskich polityków do kwestii szkodliwości marihuany (W USA przyznają się do pomyłki ws. marihuany). Ciekawie na temat wolności współczesnego człowieka wypowiedział się George Carlin. W jednej z debat telewizyjnych podkreślił, że współczesny zwykły, szary człowiek ma jedynie iluzję wolności i wybierania czegokolwiek.


Dobrym przykładem na to co o kwestiach wolności myślą politycy, jest ostatnia wypowiedź Eugeniusza Kłopotka z PSL. Pytany przez dziennikarza Wiadomości TVP o to jaką odpowiedzialność poniesie była minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak (również PSL) za błędną ustawę zabraniającą emerytom pracy na etacie, odpowiedział, że „odpowiedzialność jest co 4 lata przy urnie wyborczej” [Wiadomości, 19.30 13.09.2013]. Jasne, tylko kto w proporcjonalnej ordynacji wyborczej układa listy kandydatów? O to już jednak spolegliwy reporter nie dopytał. Może obawiał się, że jak będzie za bardzo dociekliwy lub będzie zadawał trudne pytania, to politycy nie będą mu chcieli udzielać wywiadów? Brak materiału do głównego wydania Wiadomości = brak kasy na wypłatę. Kolejny przykład jak dziennikarze „smerają się po majciochach” z politykami, udając tylko dociekliwość i nonkonformizm.


piątek, 13 września 2013

Święte krowy

Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o dziennikarzu, który jechał autem po pijanemu? Nie mówiąc już o spowodowaniu wypadku. Albo czy ktoś kiedykolwiek słyszał o dziennikarzu, który wdał się w bojkę, awanturował się w urzędzie, na parkingu lub coś w tym stylu? A może ktoś słyszał o dziennikarzu, który nie płaci alimentów, wziął lub próbował dać łapówkę, albo unika płacenia abonamentu RTV?

Marne szanse, aby przeczytać lub usłyszeć informacje zbliżone do powyższych przykładów. W mediach usłyszymy o księdzu, który molestował dzieci lub innym, który wjechał po pijaku w latarnię, usłyszymy o policjancie, który pobił przesłuchiwanego lub o lekarzu, który nie został skazany za zaniedbania przy leczeniu. Nasze obiektywne media na pewno przekażą nam również informację o pijanym dróżniku kolejowym, o pracodawcy, który nieuczciwie traktuje swoich pracowników lub o nepotyzmie przy obsadzeniu stanowisk w spółkach skarbu państwa. OK, jeśli takie fakty mają miejsce, to należy je przekazywać. Dlaczego jednak negatywne informacje przekazywane są o każdej grupie społecznej czy zawodowej z wyjątkiem tej dziennikarskiej? Poza jednym, sławnym już wyjątkiem przeklinającego Kamila Durczoka z TVN (materiał raczej wyciekł niż został oficjalnie opublikowany), nigdzie nie zobaczymy dziennikarzy palących, przeklinających czy pijanych. Jakaś alternatywna rzeczywistość? Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że w mediach tradycyjnych (prasa, radio, telewizja) otrzymujemy papkę informacyjną. Nijaką, bez smaku, bez przypraw. Nie mamy żadnych szans otrzymać np. informację ile kosztowała siedziba publicznej telewizji, nie mówiąc już o zarobkach osób tam zatrudnionych czy o wpływach poszczególnych stacji z durnych i nachalnych konkursów SMS.

Zdjęcie pochodzi ze strony w-a.pl

Nie pozostaje nam zatem nic innego jak utwierdzić się w przekonaniu, że ludzie pracujący w mediach to chodzące ideały - wymarzony materiał na żony, mężów, rodziców, itp. Pożegnajmy się z myślami, że w mediach kiedykolwiek usłyszymy jakieś nieprzychylne wiadomości o dziennikarzach. Jedynym źródłem takowych informacji, w obecnej chwili, może być tylko najnowszy przekaźnik informacji - internet. Ludzie bez dostępu do internetu będą nadal skazani na spożywanie nijakiej papki medialnej, przerywanej tonami reklam. Aha, są jeszcze kolejne spoty zachęcające do brania udziału w akcjach SMS-owych. W jednym z ostatnich możemy zobaczyć Macieja Kurzajewskiego, który po raz kolejny robi z siebie idiotę zachęcając tym razem nie do wysyłania SMS-ów (broń Boże!), a do biegania.